Pierwszy oblot samolotu TS-8 Bies przez inż. pil. Andrzeja Abłamowicza

Andrzej Abłamowicz był nazywany pilotem Rzeczypospolitej Polskiej ”numer jeden” z tytułu swego doświadczenia nabytego w czasie 14 000 lotów wykonanych w latach 1950 -1984 i wykonania pierwszych oblotów między innymi takich samolotów jak TS-8 Bies i TS 11-Iskra. 

Był żywą historią lotnictwa polskiego po II wojnie światowej. Wspomnienia o tej niezwykłej postaci, tak bardzo wrośniętej w historię polskiego lotnictwa, spisał Tadeusz Kurcyk.

W Dziale Badań w Locie IL dnia 23 lipca 1955 r. odczuwało się napiętą atmosferę. Wszyscy pracownicy w pełnym pogotowiu oczekiwali na pierwszy lot podstawionego na płycie lotniska samolotu TS-8 Bies, który miał wykonać pilot doświadczalny inż. Andrzej Abłamowicz.

Przed określoną godziną zaczęli się schodzić pracownicy, których samolot łączył we wspólnej pracy i zaproszeni oficjalni goście. Wśród oczekujących na lot dało się zauważyć dwie gromadki, jedną wokół głównego konstruktora Tadeusza Sołtyka i drugą wokół dyrektora Władysława Fiszdona. W rozmowach najczęściej wymieniano dwa nazwiska: głównego konstruktora Tadeusza Sołtyka, który był twórcą nowoczesnego metalowego wojskowego samolotu i pilota doświadczalnego Andrzeja Abłamowicza, który miał sprawdzić zachowanie się tego samolotu w locie.

Należało podziwiać, że zaledwie 10 lat po zakończeniu II wojny światowej podjęto próbę budowy samolotu całkowicie polskiej konstrukcji i z polskich dostępnych materiałów. Stąd też opasły kształt kadłuba wynikał z potrzeby dopasowania kadłuba do jedynie dostępnego wówczas silnika polskiego o dużej średnicy.

Po udanym locie pilot Andrzej Abłamowicz opuścił kabinę owacyjnie witany gromkimi oklaskami i podszedł do dyrektora Fiszdona składając mu raport o przebiegu lotu i jego właściwościach, w tym o twardym lądowaniu, co u niektórych obserwatorów wzbudziło kontrowersje.

W IKCSP obowiązywały przepisy budowy samolotów oficjalnie zatwierdzone przez Ministerstwo Komunikacji: najstarsze brytyjskie BCAR, potem amerykańskie FAR, a obecnie europejskie JAR, które regulują wszelkie procedury. Ale w odniesieniu do samolotów wojskowych jakim był samolot TS-8 Bies obowiązywały inne przepisy zwane warunkami technicznymi. Natomiast jeszcze inne przepisy regulowały współzależność służbową wewnątrz Instytutu Lotnictwa. Były to zapewne regulaminy wewnętrzne, tradycje, czy dobre wychowanie.

Postanowiłem zatem zapytać o przebieg tego wydarzenia z pierwszym oblotem samolotu TS-8 Bies inż. pil. A. Abłamowicza, który odpowiedział mi, że: – „Prof. Władysław Fiszdon przed startem dał mi takie polecenie, abym po wylądowaniu złożył mu meldunek z lotu. Prof. W. Fiszdon był dyrektorem IL, gdybym nie spełnił jego polecenia mógłbym mieć z tego powodu kłopoty”. – O czym nie wiedział prof. Tadeusz Sołtyk.

W takich sytuacjach często pada pytanie: – Kto ma większe zasługi? Twórca, który konstruował i budował samolot, pilot, który wykonał pierwszy lot i jest wizytówką samolotu, czy dyrektor, który zatrudnia tych pracowników. Myślę, że każdy z nich, lecz w innym zakresie i wymiarze.

Każde nowo powstające dzieło ma wielu krytyków wątpiących w to czy potrafimy robić dzieła wielkie na skalę światową, kwestionujących potrzebę tworzenia czegoś nowego, prowokujących zniechęcenie do dalszych poczynań. Nie zwątpili w słuszność wizji pomysłów docenta Tadeusza Sołtyka między innymi tacy współpracownicy jak: Jerzy Świdziński – zastępca głównego konstruktora, Jerzy Lamparski – główny obliczeniowiec, W. Kamiński – technolog wytwarzania, J. Winiarski – obliczeniowiec, L. Żurkowski – obliczeniowiec, Witold Sołtyk – konstruktor i wielu innych.

Nie straciła do dzisiaj na aktualności wypowiedź doc. Tadeusza Sołtyka: – „Są tacy, którzy uważają, że lepiej wziąć licencję, odpadną koszty opracowania, wyrób będzie tańszy i pewniejszy. Jednak nic nie ma za darmo. Za licencję też się płaci, chociaż różne mogą być formy zapłaty. A próby i tak trzeba przeprowadzić, usterki też będą, też trzeba je wykryć i usunąć. Nie można nie dostrzec, że licencja daje zarobek obcemu inżynierowi, a zabiera własnemu, wzbogaca doświadczenia obcego, a zubaża własnego”. – Dzięki takiemu myśleniu mamy rozwój postępu technicznego.

Nie mniejszym mistrzem w lataniu doświadczalnym był inż. pil. Ludwik Natkaniec, który bezpiecznie wylądował na Biesie bez silnika. W czasie prób eksploatacyjnych z powodu zerwania zamka osłony silnika, jedna z nich uderzyła w śmigło powodując jego urwanie się. Siła odśrodkowa nie wyważonej drugiej łopaty wyrwała silnik z jego łoża. Pilot zachował opanowanie i wykazał niezwykłe umiejętności ratując swoje życie i samolot. Po wzmocnieniu zamka i wstawieniu nowego silnika inż. pil. Ludwik Natkaniec jeszcze długo na nim latał.

Inż. Andrzej Abłamowicz był nazywany pilotem Rzeczypospolitej Polskiej ”numer jeden” z tytułu swego doświadczenia nabytego w czasie 14 000 lotów wykonanych w latach 1950 -1984 i wykonania pierwszych oblotów między innymi takich samolotów jak TS-8 Bies i TS 11-Iskra. Był żywą historią lotnictwa polskiego po II wojnie światowej. Był człowiekiem skromnym i cieszył się dużym autorytetem, często wygłaszał prelekcje na forum Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników Polskich. Zwierzył mi się, że chce wydać wspomnienia w trzech tomach: I tom – Działalność sportowa w Aeroklubie, II tom – Działalność naukowo-badawcza w Instytucie Lotnictwa i III tom – Spotkania z VIP-ami, których przewoził w PLL LOT. Kiedy poprosiłem Go o rękopis, powiedział, że ma tylko spis treści, a resztę w głowie. Wskutek przedwczesnej śmierci nie poznaliśmy jego bogatej historii lotniczej, która w jakiejś części poszła w niepamięć.

W pierwszym roku po śmierci inż. pil. Andrzeja Abłamowicza zostały zorganizowane „Pierwsze Zawody Akrobacyjne im. inż. pil. Andrzeja Abłamowicza”, których więcej nie wznowiono.

Wspomnienie ukazało się w książce „Tu byli, tu pracowali… 100 twarzy Instytutu Lotnictwa” wydanej w 2017 roku przez Wydawnictwa Naukowe Instytutu Lotnictwa.